• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Malash
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Downtime – gdzie leży granica przyzwoitości?

19 lipca 2013/2 komentarze/w Blog/Autor Michał „Malash” Malaszewski

Gram z różnymi osobami – głównie są to znajomi w wieku 20-30 lat. Są ludzie o przeróżnych podejściach do gry i różnym ciśnieniu na zwycięstwo. Styl też ludzie mają różny – jedni grają zachowawczo, dostosowując się do zmiennych warunków partii, inni walą na rympał upierając się na jedną obraną na starcie strategię i jedną konkretną rzecz, którą chcą wymaksować. Są jeszcze inni, którzy wykonują swój ruch w kilka sekund nie zważając na przegraną i licząc na cud podjęcia właściwej decyzji… ale są też ludzie, którzy z kompletnie nieznanych mi powodów potrafią przeciągać swoją kolejkę w nieskończoność.
Mowa tu oczywiście o „myślicielach”, „downtimerach”, „Napoleonkach”, „myśliwych” i innych przeciągaczach.

Oto trzy autentyczne historie, mówiące o trzech różnych osobach. Nazwijmy ich Mr Blond, Mr Pink i Mr Brown…

Wpis ten został przeniesiony z poprzedniego bloga.

I Mr Blonde i toaleta…
Dawno temu zabrałem na urodziny znajomej Neuroshimę Hex. Zgarnąłem też parę innych gier, ale zdecydowanie Neuroshima była jednym z gorszych pomysłów. W gronie 9-osobowym nie należy grać w gry, które nie mają w opisie słowa „imprezowa”, a takich gier jest wiele, a w tym sporo dobrych. W gronie tak licznym można grać w Resistance, Time’s up, czy inne gry gadane. Można pograć w Jungle Speed’a, choć ludzie często ze zgrozą opowiadali mi o tipsach wbijających się w skórę, czy zapierścionkowanych  dłoniach lecących w ich stronę niczym pięść uzbrojona w kastet. To wszystko bzdury, grałem w Jungle Speeda i oprócz latającego na parę metrów i uderzającego we wszystko co kruche i delikatne totemu nie ma się czego bać. Byłem wtedy jednak na fali Hexa, więc jak tu go nie zabrać i nie zagrać w tak szacownym gronie. Rozłożyłem więc, wyłożyłem zasady i jazda.
Omijam już fakt, że tura pojedynczego gracza (dopełniana dobrymi radami pt. „Nie strzelaj we mnie, zobacz, ich możesz bardziej udupić” od całej reszty) nie osiągała tempa żółwiego…i nie mówię tu bynajmniej o pupilach doktora Knizi. To jest standard. Cóż jednak poradzić gdy proces ten w połowie zajmował jeden gracz – Mr Blonde. Patrzył, kombinował, patrzył raz jeszcze. Po kilku turach, wszyscy nauczeni doświadczeniem milkli podczas tej jednej kolejki, by nie przeszkadzać w procesie myślowym. Wszelkie sugestie możliwych ruchów były uciszane i karcone hasłem „Nie komplikuj mu tego! Będzie myślał jeszcze dłużej”. Apogeum sytuacja osiągnęła jednak w momencie gdy jednemu z graczy, zachciało się… pójść za potrzebą. Gracz ten siedział tuż obok Mr Blonde’a i lada moment miała nastąpić jego kolejka – wszak Mr Blond planował już swoje posunięcie od dobrej minuty. Nasz bohater podjął jednak męską decyzję i zaryzykował. Gdy po paru chwilach wrócił z ustronnego miejsca… tak, dokładnie – musiał jeszcze poczekać na swoją kolejkę.

 

II Mr Pink i setup…
Względnie niedawno jedno z naszych znajomych przyprowadziło na planszówki kogoś nowego – ogranego z czołówką rankingów gamer’a i bywalca klubów planszówkowych – Mr Pink’a. Po kilkusekundowym prześwietleniu kolekcji wzrokiem uznał, że na całym regale mamy jedną dobrą gre (7 Cudów Świata). Z faktu, że nie można cały dzień łoić w jeden tytuł – na stole wylądowali Osadnicy z Catanu. Wszak to klasyk, każdy od niego zaczynał i ma do niego sentyment. Zdawać by się mogło, że taka prosta, losowa gra, nie wymaga zbyt dużo planowania i kalkulacji. Jakim głupcem byłem, skoro tak myślałem. Muszę napomknąć, że pierwszy raz czułem się podczas tej gry jak na straganie, obok zawodowej przekupy i w końcu zrozumiałem czemu ludzie nazywają ten tytuł grą negocjacyjną. Nie da się ukryć, że Mr Pink wkładał w tę grę całego siebie. Najlepszy moment dnia nastąpił jednak na początku, przy setupie i rozkładaniu początkowych osad. Podczas gdy każdy, po krótkiej analizie układu mapy w przeciągu 10 sekund stawiał swoją osadę, tak Mr Pink… no cóż Mr Pink przetrwał chyba 3 fale załamki współgraczy, nim postanowił ostatecznie gdzie powinna stać jego druga osada. Kompletnie się tym nie przejął. Dogłębnie pochłonięty kalkulacjami prawdopodobieństwa i analizy możliwych strategii współgraczy sprawiał wręcz wrażenie jakby tego nie słyszał.

 

III Mr Brown i Rój…
Ostatnim podobnym wydarzeniem była gra z Mr Brownem w Mage Knighta. Po tym doświadczeniu postanowiłem powiedzieć stanowcze NIE downtimer’om. Mage Knight nie jest prostą grą, to prawda. Są momenty, że człowiek wykonuje swoją turę nawet 10, czy 15 minut, to się zdarza każdemu. Sam niedawno strasznie przeciągnąłem swoją kolejkę podczas jakiegoś oblężenia baszty, czy walki z dwoma potworami. Możliwości jest wiele, trzeba je przeanalizować, zastanowić się – jasne… ale czy na prawdę tyle samo trzeba myśleć podczas wyboru karty taktyki…? Albo przy werbowaniu jednostek w mieście? Grając w trzy osoby z Mr Brownem potrafiliśmy wykonać w sumie we dwójkę swoje kolejki… dwa, może trzy razy szybciej niż sam Mr Brown. Początkowo to drażniło, potem zaczęło się już robić nieznośne. Mieliśmy autentycznie ochotę wstać od gry (mimo, że osobiście strasznie ją lubię). Na całe szczęście w nieszczęściu pod ręką był Rój – prosta, krótka, gra logiczna. Najpierw rzuciłem to jako żart. W kolejnej turze rozłożyłem komponenty i zaczęliśmy grać, podczas tur Mr Browna. W ciągu jego czterech następnych kolejek rozegraliśmy trzy partie, z czego dwie ostatnie zdążyliśmy w całości zamknąć, nim nastały nasze tury.

 

Śmiać się czy płakać?
Teraz absurdalność tych sytuacji może bawić, ale gdy trafia się na takiego myśliciela, potrafi człowieka odrzucić od stołu. Kiedy rozgrywam partie z nowymi graczami, albo w tytuł im jeszcze nie znany – w pełni akceptuję przedłużające się kolejki. Z tym się po prostu trzeba liczyć.
Co do reszty…
Ja rozumiem, że można wolniej przetwarzać sytuację na stole – czy to z faktu mniej analitycznego toku rozumowania, czy gorszej znajomości danego tytułu. Ja rozumiem, że można przez presję otoczenia i obawę przed wykonaniem głupiego ruchu woleć przemyśleć kilka razy każdą sposobność, niż skompromitować się w oczach innych. Prawda jest jednak taka, że ludzie, którzy przedłużają swoje kolejki najczęściej wcale nie wygrywają. Przypuszczam, że zamiast oszacować szybko sytuację dokonują bardzo dokładnych kalkulacji opłacalności i prawdopodobieństwa, które nie biorą pod uwagę czynnika ludzkiego i zmienności sytuacji na stole w kolejnych turach. Pamiętam zresztą naszą ostatnią partię w Wysokie Napięcie, gdzie jedni szacowali co warto kupić i za ile, a inni… sięgali po kalkulatory. Połowa stołu siedziała z kalkulatorem i liczyli czy opłaca im się dalej licytować. No chyba nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda?
Gry nie są po to, żeby liczyć, tylko żeby szacować… po to by się przy nich bawić, a nie po to by się przy nich pocić. I przede wszystkim po to, żeby grać, a nie po to by czekać 20 minut na swoją kolej, bo sąsiad musi obliczyć, czy bardziej opłaca mu się pójść w owce, czy w krowy.

Jeśli zauważacie u siebie podobne symptomy – postarajcie się z nimi walczyć, ponieważ przeciąganie swoich tur nie jest w praktyce niczym innym jak brakiem szacunku wobec ludzi, którzy poświęcają swój czas na wspólną zabawę.

Pozdrawiam panów Blonde, Pink i Brown.
Życzę szybkich decyzji i dużo cierpliwości u kompanów przy stole.

Tagi: downtime, gracz
https://malash.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/43/2013/09/wsciekle-psy2.jpg 794 1920 Michał „Malash” Malaszewski http://malash.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/43/2013/09/znadplanszy-malash.png Michał „Malash” Malaszewski2013-07-19 19:45:362021-01-16 19:31:15Downtime – gdzie leży granica przyzwoitości?
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
Gender Kombat
The Origin of Geek – jak rodzi się uzależnienie
Czasami bywa tak… że gra boli
http://www.facebook.com/malash88http://malash.znadplanszy.pl/kontakt/

Malash
Michał Malaszewski

Przygodę z nowoczesnymi planszówkami zacząłem ok. 2005 r.
Lubię przede wszystkim gry "EURO", posiadające zmyślne mechaniki, ale bardzo cenię też klimat. Nie gram po to żeby pograć, tylko po to żeby wygrać...
... i zawsze kolorem czerwonym.
Dlaczego czerwonym?
Bo czerwony jest szybszy!

Ponadto jestem eRPeGowcem z wieloletnim stażem, głównie jako "Wredny Mistrz Gry".

Malash

NAJNOWSZE WPISY

  • Horror w Orient Ekspresie, czyli gra typu „Punch Salad”12 kwietnia 2024 - 15:25
  • Tak, Mroczny Władco!10 lipca 2015 - 23:58
  • King of New York – nowe szaty króla30 listopada 2014 - 23:55
  • Pędzące jeże, czyli do pięciu razy sztuka27 października 2014 - 17:37
  • Pan Lodowego Ogrodu30 września 2014 - 22:50
  • Dodatki do gier – jak powiedzieć stop?30 czerwca 2014 - 14:54
  • O Dobblach i taktyce na kłódki oraz matczynej miłości i Kwiattyzmie6 czerwca 2014 - 12:21
  • Gender Kombat25 lutego 2014 - 08:00
  • You wanna be Amerigano?5 lutego 2014 - 01:46
  • Króciutko* o Awanturnikach18 stycznia 2014 - 03:31
Advertise hereAdvertise here

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • kwiecień 2024 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • listopad 2014 (1)
  • październik 2014 (1)
  • wrzesień 2014 (1)
  • czerwiec 2014 (2)
  • luty 2014 (2)
  • styczeń 2014 (2)
  • grudzień 2013 (2)
  • listopad 2013 (3)
  • październik 2013 (3)
  • wrzesień 2013 (1)
  • lipiec 2013 (1)
  • czerwiec 2013 (4)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Malash | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Co za durna gra! Dawaj jeszcze raz! Link to: Co za durna gra! Dawaj jeszcze raz! Co za durna gra! Dawaj jeszcze raz! Link to: Dziedzictwo, czyli prześpij się z Diukiem de Crecy Link to: Dziedzictwo, czyli prześpij się z Diukiem de Crecy Dziedzictwo, czyli prześpij się z Diukiem de Crecy
Scroll to top Scroll to top Scroll to top