Mage Knight – historia pewnej soboty

11.00
Pakuje gry do Janka, bo umówiliśmy się na Mage Knighta.

No dobra, Mage Knight zajmie z 5 godzin, do tego tłumaczenie zasad. No to jak się spotykamy o 12, to skończymy 18, może przed 19. Janek mówił, że wieczór chce mieć wolny… no to nie będę brał Myrmes, czy innej euro na deser… ale można jeszcze zabrać coś szybkiego… wezmę „Dawno,Dawno Temu…”, na wszelki wypadek, „Wampira” – trzeba go kiedyś testować, a może do Janka przyjedzie wieczorem Magda to będzie te minimalne 5 osób do gry… No dobra, wezmę jeszcze Room 25. Krótka gra, nieduże pudełko, zmieści się. Lepiej na wszelki wypadek mieć. Pewnie wrócimy koło 19-20 do domu, to jeszcze zdążę przeczytać 30 stron instrukcji Eclipse, bo jutro o 12 gramy. Spoko loko, będzie dobrze.

Wpis ten został przeniesiony z poprzedniego bloga.

12.00
Przyjechaliśmy, rozkładam elementy, przypominam sobie zasady, zaczynam tłumaczyć.

Janek: Ile zajmie tłumaczenie?
Malash: Z pół godzinki. Tego, no więc tu będzie mapa, tu macie swoje karty, na początku bierzecie do ręki… cholera ile się brało kart do ręki…[instrukcja, instrukcja, instrukcja] Aha, no dobra, 5. Dalej… więc wybierzemy jakiś scenariusz, a potem postaci, ale to potem, najpierw zasady ogólne. Tu macie tor doświadczenia, a tu reputacji, a to są karty takie, a to takie. Na mapie można spotkać to i to… ale zaraz, kiedy się odkrywało te żetony. Jak się podeszło, czy od razu? Aaa… bo inne przecież był warunki odsłonienia żetonów w dzień, a inne w nocy… bo widzicie, zapomniałem wam powiedzieć, że w tej grze się zmienia pora dnia, wiecie, graliśmy w to ostatnio w lutym i nie pamiętam wszystkiego…
__________

14.00
Ok, zaczynamy, znamy już wszystkie zasady.

No dobra, nie wszystkie, bo nie pamiętam jak wygląda walka między graczami, ale pewnie nikt nie będzie nikogo atakował… najwyżej się doczyta. Gramy, gramy, zabijamy gobliny, po malutku, jakoś to jedzie, doczytujemy co nie wiemy, ale przestojów nie ma. Wybraliśmy scenariusz „Błyskawiczny podbój”, który ma trwać 4 rundy (dzień-noc-dzień-noc). Jakoś to będzie.
__________

16.00
Pierwsza runda za nami. Zamówmy pizzę.

No nie dobrze. W tym tempie zejdzie nam się do nocy, a Ola jest umówiona o 19, czy 20. Spinamy się, szybsze decyzje, mniej przestojów, to może zdążymy. Cholera, Janek poszedł tam gdzie ja chciałem, podbije tą wieżę magów i basztę… to dokąd ja mam iść? No dobra, to pójdę w drugą stronę, podbiję basztę Beaty, warto mieć jakąś basztę, bo daje fajny bonus. Idę, podbijam. Beata wkurzona na mnie, próbuje podbić inną basztę, która jest zaraz obok, ale na jej drodze staje smok. Stwierdza więc, że odbije tę, w której siedzę ja. Wie, że prawdopodobnie przegra, ale chce mi wlepić i zemścić się. Cholera, gdzie instrukcja i zasady walki PvP? A tutaj, no dobra, to ja poczytam, to zajmie chwilę. Przyjechała pizza dla Oli i Janka, w sam czas, to ja w tym czasie poczytam te zasady. Oni zjedli, ja już kończę, no dobra, już wszystko wiadomo – jest tak i tak. Ostrzegam Beatę, że mam dużo kart walki na ręku i że jej się to nie opłaca. Ona i tak atakuje. [lecą karty, tryska krew] Strącam ją z baszty, składamy karty, łapie instrukcję i doczytuję przypadkiem, że nie mogła wejść na pole baszty gdzie jest inny gracz… Cholera… cofamy walkę, rozpatrujemy inne rzeczy itp.itd. Runda trwała w końcu 2 i pół godziny…
(potem doczytaliśmy, że jednak mogła zaatakować basztę. Instrukcja ssie)
__________

18.30
Jesteśmy w połowie gry.

Ola mówi, że się spóźni na spotkanie, ale tak się wkręciła, że chce dalej grać. W tym tempie, nawet jeśli druga połowa gry zajmie tyle samo co pierwsza to skończymy o 23… ale problem z takimi grami jest taki, że im dalej w rundy, tym masz więcej kart, większy potencjał, więcej możliwości i dłużej to wszystko trwa. Niedobrze, chyba z czytanie Eclipse’a dzisiaj nici. Gramy gramy, koło 19.30 Ola musi już spadać, dłużej nie przeciągnie. Zostaliśmy we trójkę.
__________

20.15
Jesteśmy po trzeciej rundzie. No dobra, jeszcze tylko jedna runda, gramy dalej!

Malash: Przykro mi Janek, nie spotkasz się z Magdą. Jak to mówili chłopaki ze Śląska „wszystko ma swoje priorytety”.
Janek (śmiejąc się pod nosem): Cholera no, zawsze jak się z Wami umawiam, to schodzi nam się do nocy, nie ważne co byśmy robili.
Jedziemy z koksem, mamy na ręku naraz po 7-9 kart, została nam jedna runda by wyciągnąć jakieś punkty. Biegamy, zabijamy, czyścimy lochy… Downtime jest tragiczny. Jedna osoba wykonuje swoją kolejkę nawet 10 minut! Epickie walki, padają smoki, twierdze, bierzemy po parę potworów naraz na klatę… Wszystkie walki wyśrubowane co do karty, każdy punkt ataku i bloku się liczy! Wybuchy, lasery, konfetti…
__________

22.15
Skończyliśmy.

Podliczyliśmy punkty. Beata Wkurzona, że wszystko jej podbieraliśmy sprzed nosa, Janek podjarany, ze świetna gra, kmini jeszcze przez 20 minut, co mógł zrobić lepiej, Ola już pewnie śpi, ja zbieram te elementy, pakujemy grę. Mówię, że dzisiejsza gra bardzo mi się podobała, dużo rzeczy szło po mojej myśli, ale starczy mi Mage Knighta na jakieś 2-3 miesiące. O 23 złapaliśmy autobus, o wpół do dwunastej u Beaty. Patrzę na tą instrukcję do Eclipse’a i zastanawiam się jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień… chyba muszę wstać rano, by przebrnąć przez instrukcję i być u Domina na 11.30.
__________

Niedziela, następnego dnia, po całym dniu łojenia…

20:00
Malash: Wiecie co…? Pyknąłbym w Mage Knighta.
__________

Morał z tego taki:

Jeśli umawiacie się na granie w Mage Knighta (co serdecznie polecam bo gra jest świetna), to choćbyście zaczynali o 8 rano – nie planujcie już nic na ten dzień… na wszelki wypadek nie planujcie też nic na kolejny… kto wie czy nie zachce Wam się grać w normalny, pełnowymiarowy scenariusz, a nie tak jak nam tej pamiętnej soboty, w scenariusz „Błyskawiczny…”

0 Udostępnień